Lekkoatletyczka. Rysunek 2016

Lekkoatletyczka

Kartka B2, ołówek, temperówka, chusteczka, gumka, gumka chlebowa.

I znów widzę ile jeszcze pracy przede mną, by ogarnąć każdą część rysunku. Mimo to trzeba kiedyś skończyć. Wyciągam wnioski, a następne będzie lepsze :)
(cierpliwość do włosów potrzebna od zaraz)

Pozdrawiam!

[6] Sto metrów pod ziemią – Kac

Niewiele pamiętałem z ostatniej nocy. Mało czasu zajęło bym wpadł w doskonały nastrój i zaczął paplać jak najęty, a jeszcze mniej by urwał mi się film.
Gdy otworzyłem oczy powitało mnie nowe miejsce i ból. Wielki ból głowy. Rozejrzałem się dookoła, próbując ogarnąć gdzie jestem. Był to pokój… biały. Wszędzie biało, jedna czarna szafa, okno bez firanki i łóżko na którym leżałem ja z… Emilem? O kurwa.
Chciałem wstać, ale gdy tylko podniosłem głowę zrobiło mi się niedobrze. Zerwałem się i rzuciłem w stronę drzwi, modląc się jednocześnie by łazienka była blisko. Znalazłem ją na końcu krótkiego korytarza i w ostatnim momencie zdążyłem niemalże wpaść do kibla, gdy mój żołądek się ostatecznie zbuntował.
Po chwili w drzwiach łazienki stanął Emil. Miał na sobie ubrania ze wczoraj. Wyglądało na to, że w nich spał.
- I masz co chciałeś. – Skomentował z uśmiechem.
- Ta. – Jęknąłem, gdy mój żołądek znów się skurczył.
Chłopak podał mi chusteczki.
- Czemu jesteśmy u ciebie? – Zapytałem, odwracając głowę w stronę kibla. Było mi głupio, że widzi mnie w takim stanie.
- Nie mam pojęcia gdzie mieszkasz, a wolałem cię nie zostawiać samego…
- Cholera… Przepraszam. Nie pomyślałem o tym…
- Spoko. Zrobię coś do jedzenia. Jakieś konkretne życzenia?
- Tabletka na ból głowy… – Mruknąłem.
Zaśmiał się i wyszedł z łazienki.
Ja pierdole… jak mogłem się tak załatwić na swoje życzenie… nigdy więcej. Uśmiechnąłem się do swoich myśli. Właśnie o to chodziło.
Gdy zdołałem dojść do kuchni bez rewolucji żołądkowych, Emil szykował jajecznicę.
- Na stole masz tabletki. – Powiedział, przekładając jajka na talerze.
- Dzięki. – Wziąłem dwie i popiłem wodą, która też stała na stole. Usiadłem  ciężko na krześle i zamknąłem oczy. Nie było już tak źle jak napiłem się wody, ale dalej suszyło mnie w gardle.
- Proszę. – Chłopak postawił przede mną talerz z jajecznicą i chlebem.
- Jesteś boski. Dzięki. – Powiedziałem, odbierając od niego sztućce i zaczynając jeść.
Emil zajął miejsce po drugiej stronie stołu i zajął się swoją porcją.
- Nie nabroiłem? Wiesz… nic nie pamiętam. – Zapytałem po chwili ciszy.
- Jedynie paplałeś jak najęty i pytałeś mnie o wszystko.
- Wszystko? – Zaniepokoiłem się. – A na przykład o co?
- Jak to jest być gejem. – Zaśmiał się, gdy się skrzywiłem.
- No to ciekawie… – Mruknąłem. Miałem nadzieję, że się nie zorientował, że z jakiegoś dziwnego powodu mnie pociąga…
- Co do łóżka… – Zaczął. – Jak tylko przyszliśmy to się tam położyłeś, a że ja nie miałem ochoty spać na kanapie, której nie posiadam, to wyszło na to, że spaliśmy razem.
- Spoko. – Powiedziałem, udając, że mnie to nie obchodzi.
- Więc powiesz mi czemu się upiłeś?
- Nie mówiłem? Chcę spróbować takiego życia…
- To nie życie. To letarg. – Powiedział ze złością w głosie.
- Ty tak żyjesz.
- No i? Wiesz ile bym oddał by być na twoim miejscu… – Odwrócił wzrok.
- Proszę bardzo. Przyjdź w poniedziałek na trening.
Nie odpowiedział, dalej wpatrywał się w jakiś punkt na ścianie. Wyciągnąłem dłoń i chwyciłem go za szczękę, odwracając twarz w swoją stronę.
- Mówię poważnie Emil.
- Spoko. – Zrobił to samo, co ja przed chwilą. Zaczął udawać, że go to nie obchodzi.
- Będę czekać. – Powiedziałem z uśmiechem. Odepchnął moją dłoń i spojrzał na mnie ze złośliwym uśmiechem.
- Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że lubisz mnie dotykać.

Czas do poniedziałku dłużył mi się niemiłosiernie. Gdy w końcu zobaczyłem zielonookiego na korytarzu, nie mogłem powstrzymać szerokiego uśmiechu. Właśnie podszedł do niego trener i o coś zapytał. Uwiesiłem się na ramieniu Emila, który zaskoczony w pierwszej chwili chciał mnie odepchnąć. Jednak, gdy mnie rozpoznał, zrezygnował z próby. Na jego twarzy zobaczyłem zmieszanie.
- Trenerze, to Emil. Zaprosiłem go na mecz.
- Grałeś kiedyś? – Zapytał mężczyzna zaciekawiony.
- Trzy lata temu grałem w mistrzostwach województwa, a później zrezygnowałem.
- Grał w finale. – Dodałem.
Trener kiwnął głową.
- Przebierajcie się.
Zaprowadziłem Emila do szatni.
- Witam! – Krzyknąłem otwierając drzwi. Była tam cała drużyna, plus ci, którzy postanowili spróbować do nas dołączyć. Oczy wszystkich skierowały się na nas.
- Siemasz Mat! – Rafał podszedł do mnie i podał mi rękę. Przywitałem się z nim naszym zwyczajowym uściskiem dłoni.
- To Emil. – Poklepałem mojego towarzysza w ramię i wskazałem na Rafała. – A to Rafał, nasz lider.
- Miło cię poznać. – Rafał wyciągnął rękę do Emila, a ten niepewnie chwycił jego dłoń. – Będziesz z nami dzisiaj grać?
- A niby po co by tu przychodził? – Zapytałem kierując się do swojej szafki.
- Tak, będę grać. – Powiedział Emil z satysfakcją w głosie.

Trener porozstawiał nas w pięcioosobowych drużynach. Razem wyszły cztery drużyny. Niestety Emil nie wylądował w mojej, co mnie rozczarowało. Chciałbym chodź raz zagrać z nim w jednej drużynie.
Po rozgrzewce trener postanowił, że nasze (moja i Emila) drużyny rozpoczną mecz.
Gra zaczęła się leniwie. Zdobyłem pierwsze punkty, rzucając ze środka boiska. Emil próbował mnie kilka razy blokować, jednak nie miał przy mnie szans. Raz dałem mu odebrać piłkę, za co zostałem spiorunowany wzrokiem przez Adama, z którym grałem w zespole. Nie grało mi się wcale przyjemniej niż na poprzednich treningach. Zatrzymałem się z boku boiska i patrzyłem jak Emil próbuje dorównać reszcie. Miał dobrą technikę, jednak wyszedł z wprawy. I był zmachany jakby przebiegł maraton. Mimo wszystko szło mu lepiej niż innym nowicjuszom.
- Co jest? – Zapytał trener podchodząc do mnie.
- Nic. – Wzruszyłem ramionami.
- Chcesz zagrać z nim w jednej drużynie? – Zapytał patrząc na Emila. – Ma coś w sobie, ale nikt mu nie pozwala dostać się do piłki. Miał ją tylko raz w rękach, gdy ty mu pozwoliłeś.
- Zmień go z Adamem. – Powiedziałem wracając na boisko.
- Zmiana! – Zawołał trener. Wszyscy się zatrzymali. – Adam, przechodzisz do przeciwnej drużyny za Emila. Gramy od nowa!

Mija miesiąc

Dziś mija miesiąc od mojego postanowienia – chcę umieć biegać non stop prze godzinę.
Biegam trzy razy w tygodniu, czyli 12 treningów za mną! Dziś przebiegłam 3,7km w 31min.
I nachodzi refleksja, że samo bieganie nie wystarczy. Muszę wpleść w grafik ćwiczenia, które wzmocnią mięśnie, w przeciwnym razie moje nogi za chwilę powiedzą dość i na tym skończy się cwaniakowanie.
Znalazłam fajne miejsce, gdzie mogę biegać po trawie. Wolę unikać znienawidzonego asfaltu. Może i to samo miejsce przez dłuższy czas nie wydaje się zbyt atrakcyjne, ale to w sumie też część treningu. Trzeba się nauczyć cierpliwości, wytrwałości, systematyczności i innych ości, których na razie w moim spisie cech ciężko znaleźć ;)

Ciąg dalszy zasad i spostrzeżeń
- Myśl pozytywnie – Znana zasada. Jednak ciężko się jej trzymać. Bo myśl pozytywnie, gdy wieje, leje, a sąsiad spać nie daje, wstań wtedy i powiedz „życie jest piękne” z ironią w głosie i chęcią uduszenia dziada. No może i nie jest łatwo, ale w końcu owy sąsiad może nauczyć cię cierpliwości, a brzydka pogoda wytrwałości. Jeśli nie umiesz zmienić nastawienia, to zmień punkt widzenia.
- Przyjmuj porażki z otwartymi ramionami – Ale i ucz się na swoich błędach.
- Miej przed sobą cel – Marzenia w niego zmień. Chodzi o psychikę. Marzenia bardzo często kojarzą nam się z czymś nierealnym, a cele z czymś do czego dążymy.