Łupież na sierści. Czyli sztuka nowoczesna.

Nowoczesność/Teraźniejszość. Odpowiedzią mojej koleżanki na zadane przeze mnie pytanie „Ładne mam buty? Są takie kreatywne(czyli brudne), nikt takich nie ma.”, było „Wygląda to jak… i tu wspomnijcie pierwsze zdanie tytułu.”
W dzisiejszych czasach sztuką są rożne dziwne rzeczy. Więc dlaczego moje ubrudzone gipsem buty mają być gorsze?

Przychodzi mi na myśl performance. W nim sztuką jest ustawienie kamerki, bądź zapewnienie sobie dostatecznej ilości i długotrwałości gapiów, porozrzucanie pomidorów po trawniku, a następnie podnoszenie każdego z osobna i po odpowiednim obejrzeniu z każdej strony jego czerwoności… zgniecenie go. (Dla mnie sztuką jest posprzątanie tego niepotrzebnego bałaganu.)
Czyżby autor chciał zwrócić uwagę na zwykłe(lub nie) czynności dnia powszedniego?

Po takim wstępie dodam rysunek. Oczywiście wykonany na lekcji. Co prawda nie jest to performance, ale mnie się podoba. Jest w nim jakaś chwila, ulotność, którą nie można ująć słowami… A reakcja mojej koleżanki, którą rysowałam… „O Boże, wygląda jak moja mama!”. Czyli byłam blisko. Machnęłam się jedynie o jedno pokolenie…

Rys

Gwoli ścisłości i dodatku do całości, większość moich wierszy jest robiona na zajęciach… [to takie ciekawe]

Dodam jeszcze dzisiejszy tekst mojego ulubionego nauczyciela: „[...] a to gładzimy pumeksami, których nie mamy.”

I tym optymistycznym akcentem zakończmy.
Pozdrawiam.

Koń. Łuk. I Marcel?

koń i łuk

Rysowane na szybko, byle jak, byle się wyżyć. A3, ołówek, temperówka.

Czy jest lepsze połączenie od łuku i konia? Nie. To mieszanina zaufania, piękna, harmonii, spokoju, skupienia, umiejętności. Mega trudne i nikt już nie powie „Ty jedynie siedzisz!”.

Jak już rysuję, to powinnam się przyłożyć… Ale co poradzić, że lubię takie mazu mazu i gotowe? Z resztą spójrzcie co „wyrzeźbiłam” na moich zajęciach praktycznych.

Marcel

Poznajcie Marcela. Marcel jest plasteliną i uśmiecha się na Wasz widok.

PS. Odpowiem od razu na wasze pytanie. Tak. Często mam brudne paznokcie. Gips, glina, plastelina, błoto… Kto powiedział, że tylko faceci zatrzymują się w rozwoju w wieku siedmiu lat?

PS.2 Powinnam się uczyć, a nie… gęby lepić.

PS.3 Ciekawe, co się stało z Marcelem… Ktoś go pewnie przerobił na mielonkę.

Wyprawa w Bieszczady – zdjęcia

W te wakacje byłam w Bieszczadach dwa razy. Raz zupełnie sama, drugi z przyjaciółmi.
A oto zdjęcia z tych dwóch wypadów ;)

Widok z przystanku w Kalnicy
Bieszczady Droga z Kalnicy do SmerekuBieszczady Na połoninie Wetlińskiej, gdzie byłam z siedemnasto kilowym plecakiem. Szłam szlakiem czerwonym z Kalnicy aż po Brzegi Górne.Bieszczady Bieszczady Bieszczady Bieszczady Bieszczady Te uczucie, gdy spojrzysz w tył i zobaczysz jaką drogę już pokonałaś/eś…Bieszczady BieszczadyCzterdzieści minut schodzenia, gdzie kijki naprawdę się przydały. Non stop po stromiźnie.
Bieszczady A to chmura w Polańczyku. Niestety nie zrobiłam tam ciekawszych zdjęć (xD) Nie chcę wstawiać ludzi na plaży ;)BieszczadyTu się zaczyna druga wyprawa, tym razem z przyjaciółmi. Wejście na Połoninę Caryńską – tego dnia przyjechaliśmy i nikomu po nieprzespanej nocy nie chciało się wchodzić na samą górę. Z resztą były chmury ;)
Bieszczady A tak wyglądało na dole.Bieszczady Bieszczady Bieszczady Teraz wchodzimy na Tarnicę. Czerwony szlak od Ustrzyk Górnych (tam i z powrotem).Bieszczady Bieszczady Za dużo zdjęć nie ma, bo jedyne co widzieliśmy to… chmury. Jedna, wielka biel, tak gęsta, że widoczność spadła do około 15 metrów. Dopiero pod koniec się odrobinę rozchmurzyło.Bieszczady Bieszczady BieszczadyBieszczady Bieszczady

BieszczadyBieszczady Wracając w końcu mogliśmy coś zobaczyć :D I zaczęliśmy się dziwić, że tak dużo przeszliśmy heheBieszczady A następnego dnia weszliśmy na Wielką Rawkę także z Ustrzyk Górnych.Bieszczady Bieszczady Bieszczady Bieszczady Bieszczady Bieszczady Bieszczady Czysta woda – skarb górBieszczady

Później pojechaliśmy do Polańczyka, gdzie już nie brałam ze sobą aparatu ;)

Nie jestem fotografem, ale mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Wam jak wyglądają te góry. Mam oczywiście więcej zdjęć, ale tam już są ludzie i my. Nie będę ich tu wstawiać ;)
Inną sprawą jest też to, że na żywo wszystko wygląda o niebo lepiej. Czujesz wiatr na skórze, zmęczenie wspinaczką, dumę z siebie i podziw dla natury, która stworzyła takie piękno. Trzeba to po prostu przeżyć i zobaczyć samemu.
Będąc tam zastanawiałam się, czy wolę chodzić z kimś, czy samej. Nie znalazłam odpowiedzi. Obie te formy mają swoje plusy i minusy. Będąc samej bardziej uważałam i nigdy niczego nie zapomniałam, co zdarzało mi się będąc z Nimi. Poczucie bezpieczeństwa czasem szkodzi.

Pozdrawiam :D

Granica komfortu – samotny wypad w Bieszczady

Wczoraj wróciłam ze swojej pierwszej, samotnej wyprawy w Bieszczady. Plecak z całym wyposażeniem już został odstawiony na bok, by czekać na kolejny wypad. Będzie na pewno. I to w sierpniu.

Byłam jedynie trzy dni – pięć, jeśli licząc dojazd. Pierwszy dzień to ogólne rozeznanie w terenie. W drugi przeszłam Połoninę Wetlińską czerwonym szlakiem – rozpoczynając w Kalnicy, kończąc na Brzegach Górnych. A trzeciego dnia wylądowałam w Polańczyku. Krótko i chciałoby się więcej.
Razem zrobiłam około trzydziestu kilometrów pieszo.

Cóż dziwnego w całej tej przygodzie? Może nic, a może wszystko.
Byłam sama. W nieznanym mi miejscu, z planem przejścia czerwonego szlaku (przeszłam 1/3 mojego planu). Z siedemnasto kilowym plecakiem, który targałam ze sobą w góry.
Szaleństwo – myślałam jeszcze rok temu, gdy obrałam sobie cel. Wszyscy stukali się po głowie i dawali powody, by wybrać pole namiotowe gdzieś przy jeziorku i pokąpać się na strzeżonym kąpielisku. Były nawet „próby” uświadomienia mnie co się może stać – mnie, młodej kobiecie. Jakbym tego nie wiedziała. A jeśli meteoryt spadnie na ziemię? Zło jest wszędzie. Jeśli ma mnie spotkać, to spotka i na chodniku przed domem. Chodzi jedynie o to, by nie narażać się bez powodu. BEZ POWODU.

Ale ja obrałam sobie CEL.
Wszystko co od tamtej pory robiłam było dedykowane temu, co miałam w planach. Miałam się przede wszystkim sprawdzić, wyrwać z tego, co znane i rzucić się na głęboką wodę. O to chodziło. Już nawet nie o szlak do przejścia. Ja po prostu miałam się tam znaleźć i poradzić sobie SAMA. Sprawdzić, czy moje dalsze plany, większe cele mają rację bytu.

Potrafiłbyś w tym momencie wsiąść w autobus/pociąg i jechać w kompletnie nieznane ci miejsce, do tego z planem w głowie, że masz zrobić coś, co wydaje ci się praktycznie niemożliwe?
Niemożliwe – Chodzi mi tu o szlak, który jak się okazało ma szesnaście kilometrów długości. A ja z plecakiem chodziłam jedynie dziesięć kilometrów na raz i to po płaskim terenie.
I tu nie chodzi o powiedzenie – No pewnie, co za problem? (ale mi się nie chce…) – tylko o to, żeby serio to zrobić. Od myślenia do czynów daleka droga. Ba! Przepaść cała.

Przerażenie w dniu wyjazdu sięgnęło zenitu. Ale przed bliskimi trzeba pokazać, że jest się pewnym siebie, i wiem co robię… Ta. W tym momencie chciałoby się odejść w cholerę i dać sobie ze wszystkim spokój. Wtedy trzeba mieć naprawdę silne DLACZEGO. Dlaczego to robię? Cóż, ja suma summarum pojechałam tylko dlatego, że bałam się porażki. Jeśli to mi się nie uda, jeśli stchórzę, jeśli nie poradzę sobie z tym małym celem na początku mojej podróży  - to zawalę już wszystko.
Znam porażkę. Przywitałam się z nią na własne życzenie. Przegrana z samym sobą i wyrzuty sumienia są dla mnie gorsze, niż strach przed nieznanym. Jedno trwa całe życie, drugie jedynie chwilę.

Uczucie niepewności, braku komfortu wracało do mnie dość często. Kilka razy na dzień. Co sobie poradziłam i cieszyłam się, że zażegnałam kryzys, to wracał niczym bumerang i zwalał z nóg. Fizycznie jestem sobie w stanie poradzić, psychicznie… dopiero teraz wiem, że tak.

Samotność. Z daleka od rodziny, od znanego ci miejsca, od czegokolwiek co sprawia, że czujesz się bezpiecznie. Moją brzytwą dla tonącego stał się plecak. Miałam wrażenie bezpieczeństwa, gdy czułam na sobie jego ciężar. Wiedziałam, że mam tam wszystko, co może mi pomóc w razie potrzeby. Bolące ramiona? Phi!
Komórka też mi pomogła. Możliwość wygadania się przyjaciółce, która nigdy w życiu nie poszłaby ze mną, ale przynajmniej wysłucha mojej bezsensownej gadaniny.

Nie obracam się w środowisku, który robi takie rzeczy. Nie znam osobiście ludzi, którzy osiągnęli to, co sobie zaplanowali (tzn znam, ale nie utrzymuję z nimi kontaktu – tak wyszło). Na własną rękę staram się wyrwać stereotypowi swojego środowiska. Z kim przystajesz, takim się stajesz, prawda?
No trochę. A jeśli nie – to jesteś cholernie samotny, niezrozumiany.
Dopiero rozmawiając z różnymi ludźmi w górach, nie czułam się taka… dziwna. Choć dalej wielu pytało „Nie boisz się?”, na co odpowiadałam „Boję. Ale bardziej się boję tego, że mi się nie uda.”

Teraz już wiem, że mogę wyjechać. Że nie jest to takie straszne, mimo tego co mówią moi bliscy. Nie przeszłam całego planu, bo nie chodziło tu to, by się wykończyć i wydać całą kasę, tylko żeby poszerzyć horyzonty.

Rozwijamy się dopiero wtedy, gdy przekraczamy granicę komfortu.

Ja to ZROBIŁAM.

Bieszczady

PS. Na pewno wrócę.

Z głową

Codziennie słyszymy o ofiarach wypadków. Są anonimowi, mają ileś lat i płeć. Wiemy jak zginęli. Przez ułamek chwili im współczujemy, by następnie pozwolić zniknąć w czeluściach naszej pamięci.
To dobrze. Nie musimy ich pamiętać. Są obcymi twarzami. Ludźmi, których nigdy nie poznamy. Wraz z nimi przepadła mała cząstka tego świata – nieznanego nam. Nie będziemy po nich płakać.

Ludzie giną każdego dnia. Niektórzy zostaną zapamiętani przez rodzinę. Nieliczni będą mieli chwilę wątpliwej chwały w mediach. O innych nawet nikt nie wspomni.
Jednak w końcu każdy zostanie zapomniany.
Z pewnością w pradawnych cywilizacjach istnieli znani ludzie, którzy dążyli do popularności, bogactw, władzy. Pamiętacie ich? Ja nie.

To śmieszne. Staramy się przypodobać ludziom, którzy o nas zapomną…

Co po nas zostanie?
Być może dobre uczynki. W postaci innych osób. Karma. Efekt motyla. Zwał jak zwał. Jeśli kogoś zwyzywamy, ta osoba będzie zła – nikt mi nie wmówi, że to nie wpłynie na osoby trzecie. Jeśli zaś pomożemy jej, zrobimy coś miłego, to także przeniesie się dalej.

Ludzkość jest jednym, wielkim, głupim organizmem. Działa jak tłum, bo to nim właśnie jesteśmy. Musimy to zrozumieć, inaczej nigdy nie zrobimy kroku w przód.

Życzę Ci szczęścia.
Kyna

Rysunek z gitarą i papierosem

Z gitarą

 

Czasem ma się ochotę usiąść i zapomnieć o całym świecie.

Ja osobiście nie palę, ani nie gram na gitarze :) Nie pamiętam z jakiego zdjęcia to rysowałam. Pewnie jest gdzieś w czeluściach internetu.

PS. Rysunek trochę przerobiony. W rzeczywistości jest to ołówek na czarnej kartce. Ale na komputerze tak wygląda lepiej ;>

[POS - Fragment wstępu do IV części - Alex][10]

Wpadłem do pokoju plastycznego zatrzaskując za sobą drzwi. Klaudia siedziała przy stole patrząc w białą kartkę.
- Dlaczego to zrobiłaś? – Zapytałem podchodząc do niej.
- Taka była umowa, nie? – Spojrzała na mnie błyszczącymi oczami.
- No tak…
- Więc o co chodzi?
- Po prostu… nie musiałaś tego robić.
- Zawsze dotrzymuję słowa.
Znów przeniosła wzrok na białą kartkę.
- Co chcesz narysować?
Z irytacją odsunęła od siebie papier i spojrzała na mnie.
- Nie wiem. Mam mętlik w głowie.
Odrzuciła ołówek i wstała. Była zirytowana. Nigdy nie widziałem jej takiej.
- Chodź tu. – Przyciągnąłem ją do siebie i złączyłem nasze czoła. Palcami wskazującymi zacząłem kreślić kółka na jej głowie.
- Co ty wyprawiasz? – Zaśmiała się, patrząc na mnie z bardzo bliska tymi swoimi zielonymi oczyma.
- Usuwam mętlik w głowie. Nie zauważyłaś? Ammm…ammm… – Udawałem, że medytuję.
- Jesteś dziwny. – Powiedziała, po raz kolejny obdarzając moje uszy swoim śmiechem.
- Pomaga?
- Może… – Pogładziła zgolone boki mojej głowy. – Włosy ci odrastają.
- Zapuścić?
- Mnie pytasz?
- Tak. – Pogładziłem jej policzek. Nie miałem ochoty się od niej odsuwać.
- Utrzymuj taką fryzurę jaką miałeś, przynajmniej do czasu, aż cię namaluję.
- Tak jest! – Odsunąłem się trochę, by zasalutować. – A ty zawsze masz kucyk?
Kiwnęła głową, a ja ściągnąłem jej gumkę, przełożyłem rude kosmyki do przodu.
- Ślicznie tak wyglądasz. – Mruknąłem.
- Dlatego je związuję.
- Co za strata… – Ująłem jej twarz w dłonie. – Mogę cię pocałować?
W jej oczach ujrzałem zaskoczenie, a następnie zmieszanie.
- Nie wiem…
Pocałowałem ją delikatnie raz.
Drugi.
Trzeci.
A później pozwoliła mi się pocałować naprawdę. Delikatnie wsunąłem jej język w usta, delektując się każdą chwilą. Moje ręce powędrowały po jej ciele. Jest taka piękna. Objąłem ją w pasie i przycisnąłem do siebie. Zadrżałem, gdy przesunęła paznokciami po moim karku. Niczego nie udawałem. Naprawdę mi się podobała. Tym razem to ja dałem się złapać. Dla niej pozwoliłbym się pociągnąć na samo dno…
Zadzwonił telefon. Jędza.
Spojrzałem Klaudii w oczy.
- Alex. – Wyszeptała odsuwając się o krok.
- Tak?
- Nie przychodź tu więcej.
- Klaudia, ja…
- Masz już dziewczynę. – Przerwała mi. – Nie możesz wyrwać się ze swojego świata. Zwalniam cię z obietnicy.
Patrzyłem na nią przez chwilę, po czym chwyciłem torbę i wyszedłem z Sali. Zanim jednak zamknąłem drzwi, dostrzegłem jeden z obrazów, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Był na nim starszy facet stojący w ciemnym pokoju. Miał groźną minę, a w ręku trzymał pas od spodni.

[POS - Fragment wstępu do IV części - Alex][9]

Całując Dominikę, pieszcząc jej ciało, powtarzając puste „kocham”, co chwila wracałem myślami do słów Klaudii „Nie chciałabym, żeby ktokolwiek wyznał mi miłość w taki sposób…”. Biłem się z myślami. Może powinienem poprosić ojca o ochronę? Zerwać tą chorą znajomość…
Nie. To niemożliwe. Muszę trzymać się tego co sobie wypracowałem. Tylko tak mogę przetrwać.

Ranem, po powrocie od jędzy, ukryłem się w pracowni plastycznej. Z niewiadomych mi przyczyn uznałem to miejsce za azyl. Zmęczony usiadłem na podłodze obok drzwi i momentalnie odpłynąłem.
- Alex! – Dotarł do mnie głos Klaudii. Otworzyłem oczy, dziewczyna kucała obok mnie. – Co ty tu robisz? Czemu nie byłeś na lekcjach? Jesteś pijany?
- Za dużo pytań. – Westchnąłem. – Miałem ciężką noc… i chyba zasnąłem.
- Czemu nie poszedłeś do domu?
- Nie wiem… Będziesz mnie dzisiaj malować?
- Jeśli chcesz. – Wstała i odłożyła swoje rzeczy na ławkę.
Podniosłem się i zdjąłem bluzę. O kurwa… Niech to szlag! Ta jędza porobiła mi malinki! Na nogach pewnie mam tego jeszcze więcej.
- Co jest? – Zapytała Klaudia, zauważając moje wahanie. – O Boże, twoje plecy!
Poczułem jej palce na swojej łopatce. Przeszedł mnie dreszcz. Obróciłem się do niej przodem, ale ona nie zabrała rąk. Teraz przesuwała palcem po moim brzuchu, delikatnie dotykając czerwonych śladów.
- Co to jest?
- Malinki.
- To tak wygląda? – Zaśmiała się, a z jej twarzy znikł niepokój. – Dlatego jesteś niewyspany. Zrobiła to ta dziewczyna, która po ciebie wczoraj zadzwoniła?
- Tak…
- Cóż, po prostu będę musiała je ominąć. Rozbierz się.
- Klaudia, ja…
- Hmm? – Opuściła rękę, ale wciąż czułem na sobie jej dotyk.
- Na nogach mogę mieć tego więcej…
- Heh, głupio ci teraz, tak? – Zauważyłem w jej oczach zrozumienie.
Zacisnąłem zęby.
- Głupio ci, bo na twoim ciele są dowody, czegoś czego sam się przed sobą wstydzisz. Mnie nie zgorszysz, wiem jaki jesteś. To czy się rozbierzesz zależy wyłącznie od tego w jakim stopniu sam siebie oszukujesz. – To powiedziawszy, odwróciła się na pięcie i zajęła czymś, na co już nie zwracałem uwagi.
Ja wpatrywałem się w okno, gdzie dostrzegałem swoje niewyraźne odbicie. Ona ma rację. Sam siebie okłamuję.
Po dobrej chwili Klaudia podeszła do mnie i powoli chwyciła pasek od moich spodni, uważnie mnie obserwując. Nie protestowałem, więc odpięła go i zsunęła ze mnie ubranie. Miałem rację, na nogach jest tego znacznie więcej.
- Przyjdź kiedy będziesz chciał. – Powiedziała uśmiechając się lekko. Tak, jak matka powinna się uśmiechać do dziecka. Tak, jak moja matka nigdy nie patrzyła na mnie.

Następne dni spędziłem grając na perkusji. Pożegnałem się także z moim tysiącem, który miałem zapłacić za zakład. Nie będę już niepokoił Klaudii. Nie powinienem nigdy się do niej zbliżać…
- Nie udało ci się? – Zapytał dryblas, zatrzymując mnie na korytarzu w piątek.
Wzruszyłem jedynie ramionami.
- Alex! – Zawołała Klaudia, dopadając mnie na korytarzu. – Szukałam cię!
Pociągnęła mnie w mniej tłumne miejsce, ale tak by Denis wciąż mógł nas widzieć.
- Pochyl się. – Wyszeptała.
- Nie trzeb…
Nie dokończyłem. Dziewczyna chwyciła mnie za kołnierz, ciągnąc w swoją stronę i łącząc nasze usta. Zawahała się, nie wiedząc co począć dalej. Urocze. Wsunąłem palce w jej włosy, a językiem rozsunąłem jej wargi. Kompletnie zapomniałem o tym, że jesteśmy na korytarzu.  Całowaliśmy się dobrą chwilę, gdy nagle usłyszałem czyjeś śmiechy i wołania.
Momentalnie ją odsunąłem.
Dziewczyna zarumieniona czmychnęła z korytarza. Patrzyłem za nią, oszołomiony, wciąż czując jej smak na ustach.
- Ty sukinsynu. – Przeklął mnie dryblas, dając mi tysiaka.

[POS - Fragment wstępu do IV części - Alex][8]

Na drugi dzień po lekcjach dziewczyna czekała na mnie w pokoju plastycznym. Gdy przyszedłem, zamknęła drzwi na klucz.
- Już wszystko przygotowałam. – Powiedziała na dzień dobry. Zasłonięte okna, miejsce gdzie mam się ustawić, światło, kartki, ołówek, gumka, nożyk do strugania. Taaak, chyba wszystko już jest.
- Zapomniałaś tylko o jednym. – Uśmiechnąłem się, a ona spojrzała na mnie pytająco. – Mnie też trzeba przygotować.
- Rozbierz się. – Nakazała i usiadła na krześle przed rozłożonym kocem, gdzie później pewnie będę pozował.
- Och, nie tak wyobrażałem sobie pierwszy raz… – Wymamrotałem, udając zawiedzenie. – Całkiem mam się rozebrać?
- Tak.
Zrobiłem jak kazała, zatrzymując się na chwilę przy majtkach. Nie wstydziłem się, ale jednocześnie dziwnie się czułem ze świadomością, że obnażę się przed nią całkowicie. Ciekawe jak zareaguje. Pozbyłem się bielizny i stanąłem na czarnym kocu, który mi przygotowała.
- I co dalej? – Zapytałem.
Klaudia zmierzyła mnie wzrokiem. Czułem zawód, nie dostrzegając w jej twarzy żadnej zmiany.
- Możesz stać, usiąść, klęczeć. Jak ci wygodnie. Musisz być jedynie nieruchomo przez dłuższy czas.
- Nieee. Jeszcze nie ten czas bym przed tobą klęczał. – Zaśmiałem się. Skwitowała to lekkim uśmiechem.
Usiadłem na ziemi, przyciągając do siebie kolana i wbiłem wzrok w okno. Zaczęła mnie rysować. Po jakiejś godzinie nabrałem pewności, że zna każdy mój mięsień.
- Masz idealne ciało na modela. – Pochwaliła, po godzinie milczenia.
- Twarz mnie dyskwalifikuje do tej roli.
- Olać twarz. Masz dowód, że ona nie jest najważniejsza. Dziewczyny na ciebie lecą.
- Bo jestem kłamliwym dupkiem. – Mruknąłem. Klaudia odłożyła rysunki i przykryła mnie drugim kocem.
- Nie jesteś, tylko chcesz nim być. – Odpowiedziała siadając po mojej prawej stronie. Tej zdrowej.
- Może i tak. – Uśmiechnąłem się lekko. – A tak w ogóle… nie ruszyło cię to, że rysujesz faceta nago?
- A chciałbyś żeby ruszyło? – Zaśmiała się. – Nie Aleks. Potraktowałam cię jak kolejne zdjęcie. Uczyłam się rysować ludzi. Akty. To mnie trochę uodporniło. Nie wstydzę się nagości, jest mi znana. Z resztą… ty nie byłeś zestresowany.
Niesamowita. Pewna siebie, ale nie wulgarna.
- Twój chłopak to ma szczęście… – Palnąłem. Co ja do cholery gadam?
- Nigdy nie miałam chłopaka.
- Chyba żartujesz.
- Wolicie… inny rodzaj kobiet.
- Ale… – Przerwał mi dźwięk mojego telefonu. Jędza, poznałem po sygnale.
Poszedłem odebrać telefon.
- Tak?
-Och, Alex. – Usłyszałem w telefonie. – Mógłbyś przyjść?
- Gdzie jesteś?
- U siebie. Proszę powiedz, że mnie kochasz…
- Kocham cię.
- A teraz przyjdź.
Odkładając telefon, czułem się jak szmata. Serio. Latałem na każde jej wezwanie… Pierwszy raz w życiu zdałem sobie sprawę, że nie chcę tego robić. Że tak nie powinno być…
- Nie chciałabym, żeby ktokolwiek wyznał mi miłość w taki sposób jaki ty to zrobiłeś… – Wyszeptała Klaudia.
Zerknąłem na nią i ubrałem się.
- Wrócę jutro. – Rzuciłem na do widzenia.