Część życia spędziłam jeżdżąc konno – resztę zmarnowałam

Jazda konna dla mnie to narkotyk. Nie potrafię żyć bez koni. Bez nich zmieniam się i nie potrafię znaleźć sensu życia. Powrót do nich to stała w moim życiu.
Cokolwiek by się nie działo – będę jeździć konno.

Miłość przysparza nam tyle samo radości co cierpień.
Teraz, gdy coraz rzadziej jeżdżę, tęsknię za chwilą wolności, gdy liczy się jedynie Tu i Teraz. Tęsknię za chwilą, kiedy wierzy się w życie i w świat.
To wszystko uczy nas zaufania. Zaufania do zwierzęcia, które może nas zranić i do siebie samego. Uczy nas to godzenia się z losem. Branie tego, co dostajemy.

Uczucie, gdy koń wymyka ci się spod kontroli. I triumf, gdy okiełznasz jego żywioł. Nie do opisania.
Uczucie, gdy koń galopuje pod tobą, a ty lecisz razem z nim. Jak jedno ciało. Czujesz bicie jego serca, oddech i siłę, nieporównywalną z człowiekiem.

Pamiętam każdą chwilę spędzoną przy tych zwierzętach.

„- Lekarz powiedział, że mam kategoryczny zakaz jeżdżenia konno! Chyba go pogięło!
- Będziesz jeździł?
- A ty byś przestała?
- Nie.
- No właśnie.”

Niektórzy tego nie rozumieją, albo nie są świadomi. Jednak ja wsiadając na konia, mam w myślach ryzyko, któremu się poddaję. Czasem mniej, czasem bardziej je odczuwam. Jednak każdy, kto naprawdę kocha tą pasję, nie zaprzestanie jeździć, dopóki nie zabraknie mu sił. Jest to pakt, który zawiera się wsiadając na grzbiet zwierzęcia.

Część życia spędziłam jeżdżąc konno – resztę zmarnowałam…